Choć Maltę zwiedzałam kilka lat temu, na myśl o powrocie czuję silnie energetyzujący wiatr od Morza Tyrreńskiego nie mający nic wspólnego z naszym smogiem.

Idealne miejsce dla alergika na kurz, więc czułam się tam jak w niebie. Zewsząd otaczające morze i skaliste wybrzeża działają nie tylko na wyobraźnię twórczą, ale i bardzo korzystnie na zdrowie. Jedyne, czego zabrakło mi na Malcie, to zieleń. Krajobraz jest raczej skalisty. Nie ma tutaj lasów czy parków.

Zatrzymałam się w Bugibbie z okazji konferencji odbywającej się w jednym z hoteli, poświęconej tradycji ustnej, na której miałam możliwość poznać osoby z różnych stron świata. Z hotelowego okna upatrzyłam sobie miejsce w zatoce, gdzie codziennie siadałam na skale i patrząc w morze, próbowałam przelać myśli na papier. Spacerowałam też po skałach, co, jak się okazało, nie było najlepszym pomysłem, ponieważ są one wyjątkowo ostre i gdy pewnego dnia upadłam, skaleczyłam dłoń.

Maltę odwiedziłam w maju, więc było już wiosennie ciepło, jednak nie na tyle gorąco, żeby popływać w morzu. Idealna pora na spacery i zwiedzanie, ponieważ panuje wówczas mniejszy ruch. Któregoś ranka wsiadłam więc w autobus, który zawiózł mnie do Valletty – stolicy Malty. Na szczęście większość osób porozumiewa się tutaj w języku angielskim, więc spokojnie mogłam pobuszować po wyspie. Autobus ,który swoim wyglądem znacznie różnił się od tradycyjnego środka komunikacji miejskiej, pruł z taką prędkością, że zastanawiałam się, na którym zakręcie
wpadniemy do buzującego morza, którego fale raz po raz uderzały o klif. Widok za oknem rekompensował szybką jazdę. Uwielbiam morze, więc zniosłabym wszystko.

Wysiadłam przy rondzie i jak większość osób skierowałam się w stronę miasta. Po drodze zaopatrzyłam się w nugat, który jest tutejszym przysmakiem, i chałwę, co prawda turecką, ale najlepszą, jaką kiedykolwiek jadłam.

Udałam się na zwiedzanie miasta… Tak opisałam to w pamiętniku:

Chodnik jest tak śliski, że zastanawiam się, czy za chwilę nie rozłożę się na środku, robiąc z siebie główny punkt programu w zwiedzaniu stolicy. Spaceruję wąskimi uliczkami, które mają w sobie coś magicznego, ponieważ nigdy nie wiem, gdzie dotrę. Oglądam zabytki, których nie będę opisywać, ponieważ można je znaleźć w każdym przewodniku i z całą pewnością zostały one poddane dogłębnej analizie, przekazanej w encyklopedyczny sposób. Nie mam przy sobie mapy, lubię sama zwiedzać i odkrywać miejsca. Robię pamiątkowe zdjęcia, czuję się już dosyć zmęczona, ale co chwilę odkrywam coś, co zaskakuje mnie w taki sposób, że moje oczy muszą zapewne wyrażać ogromne zdumienie i zachwyt.
Stromą uliczką schodzę w dół w kierunku morza i wcale nie myślę, czy starczy mi sił, żeby wejść z powrotem. Moja intuicja znowu jest niezawodna, tuż za zakrętem trafiam na basztę, z której rozpościera się zapierający w piersiach dech na morze i pozostałe wyspy maltańskie. Wspinam się więc na sam szczyt i delektuję chwilą, która należy wyłącznie
do mnie. W tym miejscu czuję siłę, ale i piękno morza, choć najbardziej urzekają mnie malownicze klify.

Architektura Malty jest wyjątkowo piękna, utrzymana w kolorystyce żółtego piaskowca, co nadaje jasności tej wyspie. Mijamy budynki z kolorowymi okiennicami i balkonami. Mam wrażenie, że każdy szczegół architektury został dopracowany z ogromną starannością. Na domach zamiast numerów zauważamy piękne tabliczki bądź patronów zamiast
nazwisk.

Malta to wspaniała architektura otoczona morzem, w której widać silne wpływy imperium rzymskiego i brytyjskiego. Urok tego miejsca sprawia, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, ponieważ jest ona idealna zarówno do zwiedzania, jak i plażowania.

Autor tekstu: Alina Lużyńska
Autor zdjęć: Alina Lużyńska