Ostatnim pociągnięciem pióra podpisuję kontrakt na pracę w Tokio w jednej z warszawskich agencji modelek. Jestem wówczas studentką drugiego roku Edukacji Muzycznej. Do wyjazdu proponuję koleżankę ze wspólnych wyborów piękności.
Właściciel agencji odwozi nas na lotnisko, wtedy jeszcze Okęcie.
Jest to nasz pierwszy i tak długi lot samolotem, więc czujemy się trochę podekscytowane.
W kolejce do odprawy zauważam śliczną dwuletnią Japonkę, która turla się po podłodze lotniska. Szukam wzrokiem jej rodziców. Po chwili z podłogi podnosi ją tata, z którym wymieniam spojrzenie i uśmiech.
Lot przebiega bez większych emocji. Z przesiadką w Helsinkach lecimy już boeingiem prosto do Tokio. To duże szczęście, że pierwszy lot jest tak komfortowy ze względu na rozmiary samolotu. Każde siedzenie wyposażone jest w monitor ze słuchawkami, który wskazuje nasze aktualne położenie, wysokość czy pogodę bądź proponuje seans filmowy podczas długiego lotu. Z rozmówek zakupionych w dniu odlotu uczymy się podstawowych zwrotów w języku japońskim. Stewardessy serwują nam namiastkę japońskich potraw, obowiązkowo z pałeczkami w zestawie.
Tym razem dłużej zatrzymuję wzrok na mężczyźnie z dziewczynką o orientalnej urodzie. Po chwili prowadzimy już dialog, zamieniamy się miejscami i aż do samego Tokio rozmawiamy na wiele ciekawych tematów. Okazuje się bowiem, że jest on dyrektorem Muzeum Bajek i mamy wiele wspólnych pasji. Znajomość ta przeradza się później w wieloletnią przyjaźń, która trwa do dzisiaj.
Raz po raz spoglądam na krajobraz w dole. Lecimy właśnie nad Syberią, robię pamiątkowe zdjęcia. W dole widzę góry pokryte śniegiem. Widok jest imponujący.
W Tokio lądujemy zgodnie z czasem. Jesteśmy bardzo podekscytowane tym, że za moment zobaczymy kraj kwitnącej wiśni, poznamy zwyczaje i kulturę tego miejsca.
Kiedy przechodzimy przez odprawę, zostajemy zatrzymane. Zabierają nam bagaż i każą poczekać w specjalnie przeznaczonym na to pomieszczeniu.
Nie wiemy, o co chodzi, ale sytuacja nie wygląda zbyt dobrze. Oprócz nas w pomieszczeniu tym siedzi jeszcze kilka innych osób. Czekamy już ponad godzinę.
W końcu pytają nas, czy znamy język japoński. W ogóle nie możemy się porozumieć. Proponuję konwersację w języku rosyjskim, którego przez lata uczyłam się w szkole. Stawiają przede mną telefon, w słuchawce słyszę głos mężczyzny, który pyta mnie o szczegóły naszego przylotu do Japonii. Wyjaśniam wszystko krok po kroku, że przyjechałyśmy tutaj do pracy i mam przy sobie kontrakt. Okazuje się, że agencja nie zadbała o to, żeby postarać się dla nas o wizy. Bez tego nasz pobyt w Tokio okazuje się niemożliwy.


Otrzymuję informację, że odeślą nas najbliższym samolotem. Po chwili dokonują rewizji naszych rzeczy osobistych, jak również bezpośrednio nas. Japonka w białych rękawiczkach szuka w mojej walizce narkotyków czy innych rzeczy, które mogłyby zaważyć na naszych dalszych losach. Następnie sprawdza niemal każdą część mojego ciała. Oczywiście niczego nie znajduje. W obstawie dwóch Japończyków wsiadamy do auta i jedziemy do hotelu koło lotniska.
Tam spędzamy jedną noc w oczekiwaniu na poranny lot do Londynu, ponieważ było to wówczas jedyne możliwe najszybsze połączenie. Pod naszymi drzwiami czuwa ochroniarz, młody, przystojny Japończyk. Proponuje nam papierosa bądź drinka. Koleżanka zanosi się płaczem. Staram się zachować zimną krew. Owszem, jesteśmy rozczarowane, aczkolwiek myślę sobie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i różnie mógłby zakończyć się dla nas pobyt w Japonii.
Lecimy do Londynu. Podróż jest miła, a emocje powoli opadają. Lotnisko w Londynie jest dosyć duże, a my, które po raz pierwszy latamy samolotem, zdezorientowane szukamy odprawy do Helsinek. W końcu słyszymy nasze nazwiska rozlegające się z głośników. Biegniemy do właściwego wejścia, robiąc trochę zamieszania w samolocie, który przez nas będzie miał pięciominutowe opóźnienie. Pasażerowie, którzy już dawno zajęli swoje miejsca, patrzą na nas w wyrzutem. Lądujemy w Finlandii.
Okazuje się, że lot do Warszawy mamy dopiero rano.
Jako studentki nie posiadamy środków, żeby wynająć pokój w hotelu. Zmęczone wrażeniami i podróżą siedzimy, zasypiając na walizkach pod ścianą lotniska. Po chwili podchodzi do nas jedna ze stewardess, proponując, że możemy przespać się w pokoju przeznaczonym dla niej. Dziękujemy za jej uprzejmość i udajemy się na spoczynek. Nad ranem kolejnym samolotem wracamy do Polski.
Mój pierwszy lot był stosunkowo ciekawy i przysporzył mi trochę wrażeń, ale nigdy w tak krótkim czasie nie leciałam tyloma liniami lotniczymi, zwiedzając kilka portów lotniczych.
Niestety, Tokio mogłam zobaczyć jedynie z okna samolotu i hotelu lotniska, ale może kiedyś w innych okolicznościach polecę do Japonii.

Autor tekstu: Alina Lużyńska
Autor zdjęć: Alina Lużyńska