MAMUSIU, piszę do ciebie, bo nie wiem, jak Ci to powiedzieć., Jak się nieraz odważę coś mówić, to mnie nie słuchasz. Nawet jak siedzę cicho w swoim pokoju, to tylko dlatego, że się boję.

Kocham Cię bardzo, ale czuję strach, jak krzyczysz na tatusia i denerwujesz się na mnie, a przecież ja nic złego nie zrobiłem. Choć często myślę, czy to wszystko nie dzieje się z mojej winy. Może jakby mnie nie było na tym świecie, nie kłócilibyście się i nie musielibyście brać rozwodu?

TATUSIU, piszę do Ciebie, bo nie wiem, jak Ci to powiedzieć, że kocham Cię bardzo, a Ty ciągle mnie zostawiasz i wyprowadzasz się i tak długo Cię nie widzę. Nie dzwonisz do mnie, nie oddzwaniasz. Mówiłeś, że jestem Twoim całym światem, a czuję się, jakbyś i ze mną wziął rozwód. Może to moja wina, że się już z mamą nie kochacie?

 

Tak czuje się większość dzieci, których rodzice zdecydowali się na rozwód. Oczywiście, istnieje jakiś procent małżeństw, które nie fundują dzieciom takich scenariuszy w życiu, ale jest ich niewiele. A przecież dziecko kocha, tak jak kochał Jezus i tak jak kochają zwierzęta, to znaczy bezwarunkowo, całym sobą. Są zbyt małe i niewinne, aby zrozumieć, co się dzieje.
Zdarzają się związki, które toczą wojnę między sobą od lat i dziecko się do tego „dramatycznego stylu życia” przyzwyczaja, lecz to są tylko pozory. Ono cierpi co dnia, gdy jego kochani rodzice się kłócą, obrzucają wyzwiskami, szantażują nawzajem. Jest jak mała łódeczka na morzu, na którym szaleje sztorm. Jest miotane uczuciem dezorientacji, o co w tym wszystkim chodzi. Kto jest dobry, kto zły, kto mówi prawdę, kto kłamie, kto je kocha, kto nie kocha.
Zaczyna mieć problemy samo ze sobą, śpi niespokojnie, ma nocne koszmary, niejednokrotnie zaczyna się nocne moczenie, apatia, a nawet epizody depresyjne. W szkole też zaczynają się problemy, nie ma głowy do nauki, bo w czasie zajęć myśli nie o nauce czy zabawie, ale o tym, czy w jego domu będzie dziś spokojnie, czy może znów będą krzyki, a nieraz i gorsze sceny.
Cieszy się, gdy po szkole może iść do kolegi czy koleżanki, bo tam jest tak przyjemnie, ciepło, cicho i miło. Można porozmawiać, pośmiać się i pobawić, bo nikt się nie kłóci. Marzy o tym, aby kiedyś było tak w jego domku, tak cudownie i bezpiecznie.
Choć nie zawsze tak się dzieje, bo są też dzieci, które doświadczając tego, co zgotowały im ich kochające najbliższe osoby, biegną prosto ze szkoły do domu, bo może coś pomogą, może przemówią do rozsądku, może przekonają rodziców, aby się znów pokochali.
Często, gdy zadawałam takim dzieciom pytanie, o czym marzą, słyszałam za każdym razem jedną zgodną odpowiedź: PRAGNĘ, ABY RODZICE SIĘ NIE KŁÓCILI. One nie marzą o tym, o czym powinny w ich wieku marzyć dzieci, tzn. o zabawie, kinie czy zabawkach. One marzą o miłości, o tym, co powinny mieć zapewnione od ludzi, którzy je stworzyli na swój obraz i podobieństwo.
Zamiast tego są pojone nienawiścią do jednego z rodziców. Dostaje informacje, że w połowie jest stworzone przez kochaną mamusię i złego tatę lub odwrotnie. a przecież w połowie jest stworzone przez mamę, a w połowie przez tatę. Więc równanie jest proste: pół jego jest dobre, pół złe.
Najgorzej, gdy dostaje takie informacje jednocześnie od obojga rodziców. to znak, że cały jest jedną wielką porażką, czymś, co nie powinno istnieć, całym złem tego świata. Przecież, jeżeli jego mamusia mówi takie rzeczy, to chyba jest prawdą. Zaczyna się zastanawiać, dlaczego tatuś jest takim niedobrym człowiekiem, dlaczego go nie kocha. Za chwilę to samo słyszy o mamie.
Przepraszam, ale mózg dorosłego człowieka nie jest w stanie tego zrozumieć, zweryfikować, a co dopiero mózg dziecka. Sędziowie na sali rozpraw muszą długo dociekać, kto mówi prawdę i też niejednokrotnie się mylą.
Żony, które są zranione przez swoich mężów, lub mężowie przez swoje żony za wszelką cenę pragną jednego – zemsty, zadośćuczynienia. Dorośli są zaślepieni nienawiścią do małżonka, a przy okazji ranią „COŚ”, co jest ich całym życiem, jak mówią, swoje DZIECKO.
Rozumiem, że mogą czuć się oszukani, zranieni, niespełnieni i zdradzeni, a nawet poniżeni w związku, ale to nie znaczy, że mogą iść po przysłowiowych trupach. Dlaczego? DLATEGO ŻE SĄ RODZICAMI, A TO ZOBOWIĄZUJE.

Jest piękna przypowieść o mnichu, posłuchajcie.
Był sobie mnich. który dostał do wykonania pracę od przełożonego, aby zbudował mur. Budował go długo i starannie, był bardzo zadowolony i dumny z siebie, lecz gdy skończył, zobaczył, że jedna cegła w murze została krzywo położona. Poszedł do przełożonego, aby poprosić o pozwolenie zburzenia muru i postawienia go po raz drugi. Przełożony się nie zgodził, co dla mnicha było niezrozumiałe. Mnich był niepocieszony.
Zawsze gdy przyjeżdżali turyści zwiedzać klasztor, oprowadzał ich tak, aby nie widzieli jego budowli.
Pewnego dnia pewien turysta zatrzymał się obok wybudowanego przez mnicha muru i zaczął go podziwiać. Mnich ze złością zaproponował, żeby poszedł dalej, bo tu nie ma co oglądać. Turysta jednak spojrzał na mnicha zdziwion
y i powiedział, że jeszcze nigdy w życiu nie widział tak pięknej budowli, tak misternie wykonanego muru. Na to mnich z wielkim zdziwieniem spytał, czy nie widzi tej jednej cegły, o tutaj, krzywo położonej, która wystaje i szpeci. Turysta z miłym uśmiechem i ciepłem w głosie wyjaśnił spokojnie: Widzę, ale widzę coś więcej, widzę 999 pięknie położonych cegieł.

Tak w czasie rozstania i rozwodu gdzieś nam ginie te 999 cegieł, te piękne lata miłości, radości, szczęścia, chwila poczęcia i narodzin dziecka. Z uporem maniaka tkwimy przy tej jednej cegle źle położonej, wystającej i brzydkiej.

 

Są też rodzice, którzy prowadzą ze sobą zimną wojnę i myślą, że dziecko o ni czym nie wie, niczego się nie domyśla. Oświadczam, że są w dużym błędzie. Dziecko nie spaczone złem tego świata często korzysta ze swojej intuicji i często czuje to, co czują jego rodzice. Wie, kiedy się kochają, a kiedy nienawidzą, mim o tego, że się przy nim nie kłócą.
Dziecko to człowiek. Wy też, wchodząc do czyjegoś domu, jesteście w stanie wyczuć, jaka panuje w nim atmosfera, a uwierzcie mi, dzieci czują jeszcze bardziej, ponieważ mają tzw. niezabrudzony szósty zmysł.

Mamusiu, wiem, że tatuś cię skrzywdził, oszukał, ale ja już mu wybaczyłam. Kocham go i pragnę się z nim bawić, chodzić do kina i na basen. I wiele innych rzeczy pragnę z tatusiem robić, bo go kocham. Mimo tego że mówisz mi o nim złe rzeczy, ja nadal go kocham.

Tatusiu, wiem, że mamusia Cię zraniła, zrobiła coś, czego nie powinna, ale ja już jej wybaczyłam, kocham ją i nie chcę słuchać złych słów, które mówisz o mamusi, bo ja ją kocham.

Rodzice w czasie rozwodu przekazują swoim dzieciom informację o Głodówce. Tak, dobrze przeczytałeś, o głodówce emocjonalnej.
Będziesz jadł / jadła od dziś jedno danie. Wybieraj: wolisz zupkę czy drugie danie. To znaczy albo będziesz tylko mamusi, albo tylko tatusia.

Syty to już ty nie będziesz nigdy, synku.
Syta to już ty nie będziesz nigdy, córeczko.
Zupka jest dobra, drugie danie trujące, lub kotlecik jest pyszny, zupka cię otruje.

A przecież to rodzice biorą rozwód, to oni się już nie kochają. Nie muszą, do miłości nikt nikogo nie zmusi, choć brak miłości jeszcze nigdy nikomu nie wyszedł na dobre. Matki często wykorzystują swoje dzieci jako bankomat, konto w banku. Zaślepione pragną ukarać swojego małżonka „skubaniem” finansowym.
Jak to kiedyś w wywiadzie powiedział nasz bokser Michalczewski, cytuję:

„Kobiety po rozwodzie chcą mieć od swojego byłego męża to, co miał, co ma i co będzie miał”.

Mężowie natomiast karzą swoje żony, tym, że nie płacą im alimentów na utrzymanie dzieci. Ale czy jest to kara dla żony? Poniekąd tak, ale najbardziej karzą swoje dzieci.
Podejrzewam, że każde z rodziców czuje całym sobą to, co napisałam, lecz nie chcą się do tego przyznać, nawet przed samym sobą, bo do tego trzeba dużo odwagi.
Dziecko często jest oszukiwane, że go tatuś nie odwiedza, bo go już nie kocha. Jest manipulowane, tylko po to, aby małżonek został ukarany, ale kto tu ma większą karę: Mąż czy dziecko? To ono jest półsierotą i nie może się pochwalić w szkole: Wiecie, wczoraj byłem z moim kochanym tatusiem na mega filmie, było super.

A może szukała ta biedna istota ukojenia złamanego serca i nie wiedząc jak, wpadła w sidła uzależnienia od alkoholu czy narkotyków?

Mam nadzieję, że przemyślicie to KOCHANI RODZICE I ZACZNIECIE ZAŁATWIAĆ INACZEJ SWOJE ROZWODOWE PROBLEMY? PO LUDZKU I ZE ŚWIADOMOŚCIĄ 999 CEGIEŁ?
Każde z Was pójdzie w swoją stronę, ale pozwólcie czuć swojemu dziecku, że jest stworzone z dwóch połówek jednego dobrego jabłka, że jedną stronę tego jabłuszka poleruje mamusia, a drugą tatuś, a ono dzięki temu lśni i błyszczy jak najpiękniejszy owoc.

A wy, kochani rodzice, nie musicie się kochać, ale nauczcie się przebaczać dla dobra siebie i co najważniejsze, dla dobra swoich DZIECI. Po prostu zostańcie królem, królową swojego życia.

Ten tekst został napisany nie z naukowego czy psychologicznego punktu widzenia, ale na bazie życia i doświadczenia 50-letniej kobiety, która sama kiedyś miała możliwość doświadczenia Rozwodu Kochanych Rodziców.

Jeżeli to, co zostało napisane, pomoże zrozumieć coś choć jednej zwaśnionej parze i uchroni nawet jedno dziecko przed cierpieniem rozwodu, będę szczęśliwa, że mogłam pomóc choć jednej dziecięcej istotce.

IVET GABI

Material przygotowala: Alina Lużyńska