Mam pewną słabość, która kojąco wpływa na moje zmysły, pobudza, uspokaja, a kiedy jest taka potrzeba, dodaje pozytywnej energii.

Spaceruję ulicami Londynu w chłodny, zimowy wieczór. Spoglądam na wystawę kawiarni, która utwierdza mnie w przekonaniu, że powinnam wstąpić na filiżankę tego boskiego napoju. W powietrzu unosi się piękny aromat. Wybrałam ekskluzywne miejsce, ponieważ jakość ma dla mnie ogromne znaczenie.
Delektuję się tą chwilą i na moment zapominam o tym, co dzieje się wokół mnie. Patrzę na miasto z innej perspektywy. Wypełnia mnie przyjemne ciepło, a świat wiruje, dotykając moich zmysłów.

Czekolada , bo o niej mowa, i moment jej spożycia jest chwilą, która należy tylko do mnie.
Czy to pod kocem w jesienny wieczór z ulubioną książką, filmem, czy podczas spaceru po górach, kiedy potrzebuję więcej energii.
Choć nadmiar słodyczy nie wpływa korzystnie na zdrowie, nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie z niej zrezygnować. Nic dziwnego, skoro zawiera w sobie składniki wskazujące na działanie psychoaktywne.
Idąc tropem moich przodków, odkrywam swoje szlacheckie pochodzenie, które pokazuje mi, że niegdyś czekolada była ulubionym napojem na dworach, w pałacach.
Być może słabość odziedziczyłam po nich, choć należy pamiętać, że może być spożywana w dawce 50 g dziennie, inaczej niekorzystnie wpływa na nasze zdrowie.
Zanim Kolumb przewiózł ziarna kakaowca do Europy, Majowie wykorzystywali je do sporządzania napoju dla najbogatszych. Napój ten wykorzystywany był podczas rytuałów i modlitw. Majowie podawali go z dużą ilością chilli, miodem czy kukurydzą. Kiedy zaś trafiły na dwory, spożywano je tylko podczas szczególnych okazji w związku z tym, że czekolada niegdyś była bardzo droga.
Pijano ją wówczas w specjalnych pomieszczeniach, w których oprócz czekolady serwowano również kawę i herbatę. Do dzisiaj w pałacach można ujrzeć obrazy, na których oprócz postaci nie zabraknie również filiżanki z czekoladą.
Z upływem czasu oraz poddaniu jej pewnego rodzaju eksperymentom czekolada stała się dostępna niemal dla każdego i w różnej postaci. Trafiła do kawiarni, miejsca rozmów i spotkań, oraz na półki sklepów.

Pierwsza tabliczka czekolady pojawiła się w 1849 roku, a pierwsza bombonierka w 1867 roku.
Historia czekolady z całą pewnością jest dosyć długa i fascynująca. Niegdyś ,,napój bogów”, dzisiaj lekarstwo na depresję czy szare dni, a dla mnie jako artystki przede wszystkim inspiracja.
Słowa tego artykułu płyną wraz ze słodyczą w moich ustach, gdzie raz po raz sięgam po kolejną kosteczkę.
Czekolada stała się inspiracją do powstania piosenek czy filmu pt. ,,Czekolada” opartego na powieści Joanne Harris, we Francji istnieje muzeum czekolady, w którym podziwiać można ponad 1000 eksponatów z czekolady, a moja koleżanka, siedząc w kawiarni z filiżanką czekolady, wpadła na pomysł nadania takiej właśnie nazwy swojemu chórowi.

Coś, co szczególnie działa na nasze zmysły, powoduje, że staje się inspiracją. Tak też jest w przypadku czekolady: jej koloru, smaku i aromatu.
Osobiście tę w postaci płynnej spożywam sporadycznie i raczej zimą, lecz nie omieszkam sięgać po wykwintne czekoladki, jak tylko jest ku temu okazja.

Jak wielu ludzi na świecie, tak różne są gusta odnośnie czekolady. Niektórzy wolą gorzką, inni mleczną, białą, a jeszcze inni z kompozycją różnych dodatków. Istnieje miejsce, w którym spróbować można ziarna kakaowca z różnych stron świata, a następnie stworzyć własną kompozycję, która odpowiada naszym gustom. Na bazie dobranych składników odkrywamy smak, który idealnie trafia w nasze zmysły.

Delektuję się więc chwilą w postaci czekolady, bo choć ulotna, to przynajmniej przyjemna.

Autor tekstu: Alina Lużyńska